led

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciekawe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciekawe. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Jak sprawdzić, czy baterie są naładowane?

W Internecie w ostatnim czasie oglądałem dwa filmy o tym jak sprawdzić baterie czy są naładowane. Polegało to na tym że baterie upuszczało się z pewnej wysokości na drewniane podłoże i po tym jak wysoko się odbiją można było stwierdzić czy są czy nie naładowane. Poniżej przedstawiam te dwa filmy oraz mój test, który zrobiłem z bateriami przyniesionymi przez klientów do utylizacji. Zobaczcie sami jak wypadło to doświadczenie, każdy może przeprowadzić je sam w domu.





Poniżej mój film 


niedziela, 24 lutego 2013

Świetlówka energooszczędna, zwana kompaktową.

Dzisiaj przedstawię zdjęcia świetlówki energooszczędnej jej wnętrza, czyli jak jest zbudowana. nikt raczej jej nie rozbiera, a ciekawe co jest w środku.


To zdjęcie przedstawia układ zapłonowy tej świetlówki odpowiedzialny za jej włączenie. Widzimy nawtykane części elektroniczne, które później są utylizowane zakopaniem do ziemi. Nikt nie będzie przecież wylutowywał tych rezystorów, tranzystorów itd.  Chociaż na pewno został uszkodzony tranzystor lub dioda ale koszt wylutowania i naprawy przewyższy  koszt produkcji. To jest właśnie ekologia.





Oprawka, gdzie wszystko jet włożone. Chyba najmniej szkodliwy element. Trochę plastiku i metalu.




Bańka zawierająca rtęć. Oczywiście w mg, no ale dodane do siebie te miligramy dają kilogramy.

Podsumowując.


Zwykła żarówka ta prądożerna mniej ma odpadów niż ta świetlówka. Zawiera szkło i metal, gaz obojętny.
Co dalej?!
Chyba oświetlenie LED, które jest trwalsze, na pewno zawiera też kilka elementów, ale przedstawię je później.

środa, 16 stycznia 2013

Rynek elektryczny w 2012 roku - podsumowanie

Jak działa rynek elektryczny w Polsce  2012 rok.
Otóż mając sklep, hurtownię w małym mieście i zaopatrując się w innym większym podmiocie robisz to tak.
Zamawiasz oczywiście niektóre rzeczy, które wiesz, że Ci zejdą od razu, czyli tzw. pewniaki na maila, faxem lub sam jedziesz i kupujesz. Robisz to również telefonicznie jeśli jest taka możliwość.
Oczywiście przy tak dużej ilości pozycji nie znasz cen zakupu, bo nie ma sensu pytać się o wszystko. Robisz to na czuja.
Co zrobić gdy klient jest i pyta o coś w większej ilości, nie masz tego lub jest potrzeba, by mu podać cenę. Bierzesz w rękę telefon i dzwonisz, dzwonisz i dzwonisz. Jest to metoda oczywiście bezsensowna i działasz jak za czasów kamienia łupanego. Oczywiście możesz posłać meila, to jednak trwa i nie każdy ma czas na odpisanie.
Krótko podsumowując. W ten sposób już się nie powinno działać, to jest paranoja w tych czasach niestety tak jest.
Niektóre duże hurtownie próbują wdrożyć system niby logowania do sklepu Internetowego. Na razie w branży jest jedna, reszta nie działa jak należy.
Po prostu firmy w branży działają na starych programach z lat 90- dziesiątych, nie są w ogóle nastawione na rozwój i to są  realia. Wszystko odbywa się na piechotę.
Ten opis dotyczy elektryki.
A, teraz mamy dostawcę drobnych elementów i zamówienie dzisiaj, wysyłka dzisiaj towar jest na następny dzień w południe.Zamawiasz podobnie jak w sklepie Internetowym minus twój upust. Tak powinny działać firmy w branży elektrycznej. Niestety ich decydenci chyba nie korzystają z Internetu, nie wiedzą co to jest Allegro itd.. Śpią snem spokojnym i czują się dobrze.
Najlepiej sprawa ma się z kablami i przewodami. Te ceny zmieniają się jak w kaledoskopie i nigdy nie wiesz po ile będą. Tłumaczenie ceną miedzi. Te tłumaczenia niech sobie w buty włożą. Przy braku jakiejś stagnacji działania wszystkich małych hurtowników to horror w biały dzień. Tak to my świata ani Europy nie dogonimy.
I to jest podsumowanie.

poniedziałek, 6 lutego 2012

Porównanie żarówki i diody LED.







Dzisiaj przedstawię Wam dwa zdjęcia na jednym z nich jest lampa z żarówką 60W Przy moim komputerze , na drugim jest dioda led 3,8W barwa ciepła.
Sami dokonajcie porównań.
Oczywiście barwa żarówki jest trochę przyjemniejsza, lecz używam przy pracy z komputerem tej świecącej diody LED, ze względów oszczędnościowych. 3,8W to nie jest to samo co 60W, może jest trochę ciemniej w minimalnym stopniu ale mam możliwość kierowanie strumieniem świetlnym LED i to wystarcza. Oczywiście mogę założyć drugą i to w zupełności by wystarczyło.
Czemu ma służyć ten pokaz zdjęć?
Otóż zachęcam do stosowania oświetlenia LED tam gdzie to możliwe. Oszczędzamy na pieniążkach i to bardzo.
Trzeba pamiętać, że Ledów musimy jednak zastosować większą liczbę bo jedna dioda LED zazwyczaj daje światło żarówki 25-30 W. No i cena jest trochę większa. Jedna kosztuje u nas w granicach 20-30zł.

piątek, 1 października 2010

Jak odkryto żarówkę

Pierwszym znanym źródłem światła elektrycznego był łuk elektryczny działający na zasadzie ciągłego wyładowania elektrycznego. Wyładowanie to wywołał Humphry Davy w 1802 roku w Anglii. Łuk był jednak zbyt jasny do zastosowania w domach.

Pod koniec I połowy XIX wieku podjęto w różnych krajach próby skonstruowania żarówki elektrycznej, czyli urządzenia, którego włókno żarowe (tzw. żarnik) rozżarza się pod wpływem przepływającego przez nie prądu elektrycznego i świeci. Pionierzy żarówki mieli do przezwyciężenia duże trudności. Musieli dobrać właściwy materiał na włókno żarowe, aby przewodził prąd elektryczny, nie topiąc się jednocześnie pod wpływem gorąca. Musieli także uzyskać stosunkowo wysoką próżnię, aby umieszczone w niej włókno nie utleniało się. Z uwagi na ograniczony wybór materiałów spełniających takie warunki oraz brak odpowiednich urządzeń pozwalających na uzyskiwanie wysokiej próżni, osiągnięcia ich były znikome.

Próby i eksperymenty R. W. Grove`a z platyną (1840), F. de Moleynsa z węglem drzewnym i platyną (1841), E. W. Staite`a ze stopem platyny i irydu (1847), H. Goebla ze zwęglonym włóknem bambusa (1854), A. Łodygina z węglem retortowym (1873) oraz wielu innych dawały w wyniku prymitywne żarówki świecące co najwyżej przez kilka minut.

Wśród wczesnych pionierów żarówki wyróżniał się J.W. Swan, brytyjski naukowiec, stosujący włókno węglowe (1848), ale zadowalające wyniki uzyskał on dopiero w 1878 roku.

Praktyczną, w pełni użyteczną żarówkę wynalazł zespół badawczy w laboratorium w Menlo Park (USA) pod kierownictwem Thomasa Edisona. Po kilkumiesięcznych żmudnych pracach udało się im (21 października 1879 roku) skonstruować żarówkę z włóknem węglowym (włókno grafitowe otrzymane z bawełnianej nici) świecącą przez kilkadziesiąt godzin, a później przedłużyć czas jej świecenia do ponad 100 godzin.

W noc sylwestrową 1879 roku Edison mógł już iluminować Menlo Park przy użyciu 800 swoich żarówek.

W 1880 roku wyposażono w oświetlenie elektryczne statek „Columbia”, a w 1882 roku pierwsza elektrownia w Nowym Jorku zasilała prądem 7200 żarówek pod napięciem 110 V. W końcu XIX wieku przewaga żarówek nad innymi źródłami światła stała się widoczna, a od początku XX wieku żarówka odgrywa dominującą rolę w dziedzinie sztucznego oświetlenia.

sobota, 25 września 2010

Uczeni w anegdocie.

UCZENI W ANEGDOCIE - OJCIEC CHRZESTNY ELEKTRYCZNOŚCI

William Gilbert urodził się w Colchester 24 maja 1544 roku. Dawniej często podawano jego rok urodzenia jako 1540, co wynikało z błędu w napisie na pomniku wystawionym w Colchester. Studiował w St. John's College w Cambridge i po uzyskaniu niższego stopnia naukowego w 1564 roku zaczął studiować medycynę. W 1569 roku otrzymał doktorat.
Niewiele wiadomo o jego losach w następnym roku. Według niektórych źródeł podróżował po Europie. W każdym razie pod koniec 1570 roku osiadł w Londynie, gdzie otworzył praktykę lekarską. Jego pacjenci byli przeważnie arystokratami, toteż popularność i pozycja społeczna Gilberta szybko rosły. Stał się też lekarzem bardzo cenionym na dworze królowej Elżbiety, która w 1601 roku mianowała go swym osobistym lekarzem. Zamieszkał wówczas na dworze, chcąc być blisko władczyni. Po śmierci królowej w marcu 1603 roku okazało się, że jedyny personalny zapis w jej testamencie dotyczył właśnie Gilberta, któremu przeznaczyła pewną sumę pieniędzy na badania naukowe. Następca Elżbiety, Jakub I, także mianował Gilberta swym osobistym lekarzem. Ale już kilka miesięcy później, 30 listopada 1603 roku, Gilbert zmarł. Dowcipni Anglicy uznali, że umierając w tymże roku, co królowa, chciał dać kolejny dowód lojalności.
W swym domu w Londynie Gilbert miał bardzo duży zbiór książek naukowych, minerałów i instrumentów. Co miesiąc zapraszał na dyskusję grupę ludzi interesujących się badaniami naukowymi. Cały dobytek zapisał w testamencie Londyńskiemu Stowarzyszeniu Lekarzy, któremu przewodniczył do końca życia. Wszystko uległo zniszczeniu w wielkim pożarze Londynu w 1666 roku.
W 1600 roku w Londynie ukazało się dzieło De magnete, magneticisque corporibus et de magne magnete tellure physiologia nova plurimus et argumentis et experimentis demonstrata (O magnesie, ciałach magnetycznych i o wielkim magnesie - Ziemi, nowa fizjologia przedstawiona wieloma dowodami i eksperymentami). To wspaniałe, pierwsze w historii nowoczesne dzieło fizyczne zawiera wyniki kilkunastoletnich badań Gilberta. Zamiast - wzorem poprzedników - bezkrytycznie powtarzać zasłyszane czy przeczytane u innych informacje, zapoczątkował naukę eksperymentalną. W sześciu księgach opisał kilkaset swych doświadczeń nad zjawiskami magnetycznymi.
Jeden krótki rozdział księgi II jest poświęcony zjawisku elektryzowania przez tarcie i jest to pierwszy w historii naukowy tekst poświęcony elektryczności. Gilbert sporządził pierwszy elektroskop, czyli wskaźnik naelektryzowania. Nadał mu łacińską nazwę versorium. Była to długa, cienka igła metalowa, mogąca się swobodnie obracać na ostrzu na podobieństwo igły magnetycznej. Jeśli jakiś przedmiot dawał się naelektryzować przez tarcie, versorium reagowało obrotem na jego zbliżenie. Przy użyciu tego wskaźnika Gilbert przebadał systematycznie niemal wszystko, co wpadło mu w ręce, i dokonał pierwszego w historii elektryczności podziału ciał na dające się elektryzować przez tarcie i pozostałe. Te pierwsze nazwał "elektrykami" - od greckiego słowa "elektron" oznaczającego bursztyn, którego właściwości były znane podobno już Talesowi z Miletu.
Do "elektryków" Gilbert zaliczył na przykład diament, szafir, opal, rubin, ametyst, granat, beryl, kryształ górski. Wśród materiałów zaliczonych do "nieelektrycznych" znajdujemy na przykład perły, alabaster, marmur, kość słoniową, szmaragd, agat, chalcedon, jaspis, porfir i korale. Ten wykaz świadczy o majętności Gilberta, ale przypuszczalnie wykorzystywał do swych badań także klejnoty ze skarbca królewskiego.
Mało kto wie, że Gilbert był autorem pierwszej w historii mapy Księżyca. Wykonał ją około 1600 roku na podstawie obserwacji gołym okiem, bo lunety nie były jeszcze wówczas znane. Gilbert uważał, że Księżyc jest podobny do Ziemi. Widoczne na jego tarczy ciemniejsze plamy uznał za lądy i tym nadał łacińskie nazwy, jaśniejszych zaś obszarów, uznanych za morza, nie nazywał. Kiedy kilkanaście lat później Galileusz także przyjął podobieństwo Księżyca do Ziemi, uznał obszary ciemniejsze za morza, a jaśniejsze za lądy i ta tradycja utrzymała się do dziś.
Gilbert wyróżnił na Księżycu trzy wielkie kontynenty: Wschodni, Zachodni i Południowy, a kilka mniejszych ciemnych plam nazwał wyspami. Oczywiście, mapa jest tylko szkicem. Na przykład jego Kontynent Wschodni (Regio Magna Orientalis) odpowiada dzisiejszym Mare Serenitatis, Mare Tranquilitatis, Mare Fecunditatis i Mare Nectaris, które Gilbert nazwał Przylądkiem Długim (Cape Longum). Leżące w pobliżu dzisiejsze Mare Crisium to na mapie Gilberta wyspa Brittannia. W sumie na tej pierwszej mapie Księżyca jest kilkanaście nazw.
Jesienią 1609 roku Galileusz studiował powierzchnię Księżyca przez lunetę, ale mapy jego nie opracował. Parę miesięcy przed Galileuszem obserwował powierzchnię Księżyca Anglik Thomas Harriot i nawet sporządził pierwszą teleskopową mapę naszego satelity, ale jej nie ogłosił. Pierwszą mapę Księżyca opublikował dopiero w 1645 roku Belg Michael van Langren, a dwa lata później - Jan Heweliusz.
Bardzo ładnie o nieśmiertelności dokonań Gilberta napisał znany angielski poeta John Dryden: Gilbert będzie żył dopóty, dopóki magnes nie przestanie przyciągać.

artykuł pochodzi z "Wiedzy i życia " nr 10/2000